W słonecznej, turkusowej lagunie u wybrzeży tropikalnych wysp mieszkał mały delfin o imieniu Flip. Był ciekawski, pełen energii i zawsze chciał wszystko zrobić teraz . Nie potrafił czekać – na posiłek, na zabawę, a już wcale nie rozumiał, dlaczego musi uczyć się skakać przez fale lub śpiewać melodyjne pieśni delfinów.
Jego mama często mówiła:
– Flip, najpiękniejsze rzeczy dzieją się w odpowiednim momencie. Trzeba tylko trochę poczekać i być cierpliwym.
Ale Flip kiwał głową i odpływał w stronę rafy koralowej, gdzie grały jego przyjaciele – żółwie, rekin Skuter i nawet płaszczka Nemo.
Dzień wielkiego konkursu
Pewnego dnia do laguny przypłynął stary delfin Sylwan, który ogłosił konkurs skoków akrobatycznych. Nagrodą była legendarna perła morska, którą każdy młody delfin chciał zdobyć.
Flip był podekscytowany!
– Uczestniczę! – zawołał głośno, podskakując nad powierzchnią wody.
– Świetnie – powiedział Sylwan – ale żeby wygrać, musisz pokonać trzy próby. Pierwsza będzie jutro o zachodzie słońca.
Flip nie mógł się doczekać. Całą noc nie spał, ćwiczył skoki, przewrotki i zawijasy w wodzie. Ale rankiem był zmęczony i nie mógł się skupić. Gdy przyszła pora pierwszej próby, zamiast eleganckiego salta zrobił głupiowaty koturnik i wpadł prosto w ławicę ryb, które rozbudziły się i rozproszyły się we wszystkie strony.
Sylwan westchnął:
– Flip, próbujesz za szybko. Musisz znaleźć właściwą chwilę , by pokazać swoje umiejętności.
Flip spuścił ogon i popłynął do domu. Mama pogłaskała go delikatnie nosem.
– Czasem warto najpierw się przygotować, a dopiero potem działać. Cierpliwość to też siła.
Druga próba
Następnego dnia Flip postanowił posłuchać mamy. Wstał z porankiem, poćwiczył powoli i dokładnie, usiadł na mieliźnie i obserwował, jak inni delfiny przygotowują się do konkursu. Zauważył, że najlepsi z nich nie spieszą się – oddychają głęboko, rozgrzewają się i czekają, aż nadejdzie ich moment.
Gdy przyszła druga próba, Flip czuł się pewniej. Poczekał na swoją kolej, zrobił wdech… i skoczył pięknie, jak promień światła! W powietrzu wykonał podwójne obrócenie i wylądował idealnie, bez plusku.
Zebrał się aplauz – ryby rytmicznie uderzały ogonami o skały, a żółwie biły poklaskiwały płetwami.
Flip uśmiechnął się szeroko.
Ostatnia próba i właściwy moment
Trzecia próba miała się odbyć wieczorem następnego dnia. Tym razem Flip nie spieszył się. Przespał całą noc, zjadł smaczną kolację z małżami i pomógł mamie trenować młodszego braciszka.
Wieczorem, gdy słońce zapadało za horyzont i morze wyglądało jak lustrzana tafla, Flip stanął przed komisją. Czekał cierpliwie, aż nadejdzie jego kolej.
Kiedy Sylwan skinął mu głową, Flip ruszył naprzód. Wykonał serię perfekcyjnych skoków, przewrotków i zawijasów, a kończąc, zaprezentował swój ulubiony numer – długi, płynny lot nad falami, kończący się błyszczącym desantem do wody.
Woda eksplodowała bursztynowymi iskrami, a wszystkie zwierzęta zawołały chórem:
– Flip! Flip! Flip!
Sylwan uśmiechnął się i wręczył mu perłę morską.
– Dobrze się nauczyłeś, młody delfinie. Zrozumiałeś, że najlepsze rzeczy dzieją się w odpowiednim momencie .
Morale bajki
Od tej pory Flip nie spieszył się już tak bardzo. Nauczył się, że czasem lepiej poczekać, dobrze się przygotować i pozwolić, by wszystko zaszło we właściwym czasie. Bo właśnie w odpowiednim momencie można osiągnąć największe sukcesy.
