Chory smok Tobiasz

W małej, zielonej dolinie, gdzie ptaki śpiewają najpiękniejsze pieśni, a drzewa porządkują liście jakby były to książki, mieszkał mały smok o imieniu Tobiasz. Tobiasz był nieco inny od innych smoków – nie lubił płonąć ogniem ani przerażać mieszkańców okolicznych wiosek. Zamiast tego, uwielbiał czytać książki, słuchać muzyki i rozmawiać z ptakami.

Codziennie rano Tobiasz siadał na kamieniach pod swoim ulubionym dębem i czytał bajki głośno dla wszystkich, którzy chcieli posłuchać. Były to opowieści o odważnych jeżach, tanecznym deszczu, tajemniczych księżycowych mostach i miłosnych przygodach krasnoludków. Mieszkańcy doliny bardzo go kochali za jego mądrość i serdeczność.

Jednego dnia jednak Tobiasz poczuł się dziwnie. Jego ogon zamiast srebrzyć się w słońcu, zwisał smętnie, a zamiast śpiewać, zaczął kaszleć cichutko, jakby wiatr szepnął przez jaskinię. Nie miał ochoty czytać książek, a jego oczy straciły blask. Ptaki, które codziennie do niego przylatywały, zaniepokoiły się i rozlatywały po lesie, żeby powiadomić wszystkich o chorobie smoka.

Zwierzęta szybko zebrały się u stóp Tobiasza. Jeżek przyniósł jagodziankę, zając doniósł świeżych trawek, a sowa – mądrego naparu z mięty lekarskiej. Dzięcioł zaproponował nawet masaż skrzydełek, bo czytał o tym w starej książce lekarskiej.

– Tobiaszu – powiedziała sowa – wydaje się, że to zwykła przeziębka smocza. Potrzebujesz odpoczynku, miłości i trochę… magii!

Na wieść o chorobie smoka, do doliny udał się również czarodziej z pobliskiej wieży. Przyniósł magiczny napój z kwiatów słońca i łez księżyca. Gdy Tobiasz wypił jedną łyżeczkę, jego ogon znów zapłonął delikatnym złotym światłem, a serce zabiło mocniej.

Po kilku dniach odpoczynku i troski Tobiasz wrócił do zdrowia. Uśmiech powrócił na jego pyszczek, a głos znów był pełen życia. Na znak wdzięczności, zorganizował wielką biblioteczną zabawę, na którą zaprosił wszystkie stworzenia z doliny.

Od tego czasu Tobiasz wiedział, że choć jest wyjątkowy, to właśnie dzięki pomocy innych znalazł drogę do zdrowia. A mieszkańcy doliny nigdy już nie uważali go za „dziwnego smoka” – nazywali go „mądrym opiekunem książek”, który pokazał, że siła nie zawsze leży w ogniu, ale często w sercu i słowach.